Logo-spinner
Blog

Sesja narzeczeńska – czy warto?

Sesja narzeczeńska – czy warto?

Sesja ślubna – już od kilku lat stanowi nieodłączny element pierwszych wspólnych dni młodych małżonków. I nie ma w tym nic dziwnego – prawie każda para chce uwiecznić na zdjęciach piękną biel sukni ślubnej, nienaganność garnituru, błysk obrączek, uwiecznić miłość i uchwycić chwile największego szczęścia. Tym bardziej, że okoliczności są ku temu sprzyjające – opadł już stres związany z organizacją ślubu i wesela, nierzadko gorączkowe dopracowywanie ostatnich detali, aby wszystko wypadło w tym najważniejszym dniu idealnie, również poszło w niepamięć, a nowożeńcy (wciąż w euforii) mogą z pełną spontanicznością i radością rzucić się w wir przygody z fotografem i już „na luzie” dać się ponieść jego (bądź własnej) fantazji, a później przez lata wracać do cudownych wspomnień.

 

A jak w tym kontekście wypada, również dość popularna, sesja narzeczeńska? Czy warto poświęcić trochę czasu i energii w najbardziej newralgicznym momencie życia młodych ludzi (tuż przed ślubem!), aby uwiecznić na fotografiach ostatnie chwile wolności i niesformalizowanego jeszcze uczucia?

Zwolennicy stwierdzą – warto. I co więcej, znajdą na poparcie takiej opinii całą masę argumentów. Przede wszystkim, przyszli nowożeńcy będą mieli okazję zapoznać się z obiektywem, sprawdzić swoje zachowania w obecności fleszy, a także oswoić samego fotografa, zbudować z nim nić porozumienia, stworzyć zalążek relacji z człowiekiem, który w 99% przypadków będzie przecież naczelnym obserwatorem (w dodatku z „trzecim okiem”) całej ceremonii zaślubin i późniejszej szalonej zabawy weselnej. Jednocześnie przyszła młoda para, w ferworze przygotowań, będzie miała okazję znaleźć chwilę wytchnienia, oderwać myśli od kolejnych zadań do wykonania przed ślubem, nacieszyć się sobą, pośmiać i powygłupiać, zapomnieć na moment o napiętym grafiku tego Wielkiego Dnia.

 

Warto także podkreślić, że niezwykle korzystna w takim okresie jest zmiana otoczenia - młodzi z własnej inicjatywy, bądź kierując się sugestią fotografa, wybierają na sesję narzeczeńską naprawdę ciekawe miejsca (zamek, pałac, piękny ogród, romantyczną plażę, etc.) - co przysparza wyjątkowości i dodaje nutki szaleństwa całej sesji, podczas której młodzi pełnymi garściami zdają się czerpać z uroków bycia panną i nieusidlonym jeszcze kawalerem, choć jednak połączonych miłością, której nie sposób nie zobaczyć przed obiektywem.

 

Nie należy zapominać, że owoce sesji narzeczeńskiej bardzo często są wykorzystywane jeszcze podczas wesela – czy to w formie slajdów ze zdjęciami, które młoda para wyświetla dla gości, czy w formie nadruku na zaproszeniach lub etykiet na napojach, bądź też w ramach podziękowania dla rodziców – jako pamiątkowy portret lub film będący kolażem zdjęć, przeplatanych ciepłymi słowami wdzięczności dla rodziców. A co do samego waloru pamiątkowego efektów takiej sesji – jest on niepodważalny. Kiedy obecni nowożeńcy będą już małżeństwem z trzydziesto-; czterdziestoletnim stażem (oby jak największym), niewątpliwie z radością i łzą oku wrócą do zdjęć sprzed kilku dekad, wzruszą się wspomnieniem młodości, szaleństwa i spontaniczności, przeniosą się w klimat „tamtych dni”, przypomną sobie towarzyszące im wtedy uczucia – zafascynowania, oczekiwania, miłości, oddania.

 

Przeciwnicy, a może raczej – mniej entuzjastycznie nastawieni do sesji narzeczeńskiej przyszli małżonkowie – mają pełne prawo do rezygnacji z dodatkowego pozowania. Okazji będzie jeszcze dużo – ślub, wesele, narodziny dziecka, jego pierwsze lata życia – pewnie pamiątek w postaci przeróżnych fotografii wystarczy na zapełnienie niejednego albumu. Niemniej jednak – warto uwieczniać każdą chwilę, każdy ułamek sekundy, kiedy jesteśmy naprawdę szczęśliwi. A chwile szczęścia we dwoje zasługują na to szczególnie – podwójnie!